Mistrz zmianowy
Jest taki jeden mistrz zmianowy, który chyba jeszcze nie odpuścił, choć także dostał wypowiedzenie. Chyba jeszcze żyje nadzieją że to się tak nie skończy, jak się to wszystko nazywa, i jak się nazywa tego Pana, który to robi - likwidator i likwidacja. Ten majster to typowy "kapo", pies na robotę, ale głównie czyimiś rękoma. Ktoś przyglądający się z boku powiedziałby że jest robotny, nie boi się pobrudzić, i potrafi kierować ludźmi. Ale to tylko pozory. Tworzy je na potrzeby własne i kierownictwa. A właściwie tworzył przez całe życie. Te pozory są metodą osiągnięcia czegokolwiek, kosztem kogokolwiek. Miał wbite do głowy takie motto: "nieważne co o tobie synu mówią, ważne by w ogóle mówili". Tym mottem dochrapał się stanowiska majstra, a był robotnikiem, jak my wszyscy. Z opinii pracowników, prawie wszystkich, i tych którzy mieli z nim jakikolwiek kontakt, i tych którzy takiego kontaktu nie mieli, nie zasługuje na miano człowieka pisanego przez duże "c". wręcz przeciwnie. Wiele się można nasłuchać uzasadnień postępowania tego człowieka. Ale chyba najbardziej trafne to: "wynagradzano go za to a nie karano".